Łukasz Kaczmarek

Jeśli odczuwasz potrzebę skontaktowania się z autorem, chciałbyś o coś zapytać a zwłaszcza jeśli nie zgadzasz się z czymś, o czym tu przeczytałeś kliknij ikonę koperty powyżej.


mój numer Gadu-Gadu:
 834073
 

 

Ameryki pewnie nie odkryję. Niemniej jednak parę rzeczy (zarówno tych dobrych jak i złych) na własnej skórze doświadczę. W tym miejscu chcę podzielić się nimi z Wami - może niektóre z nich niektórym z Was wydadzą się oczywiste. Może jednak innym pozwolą uniknąć paru błędów lub zasugerują jakiś pomysł czy rozwiązanie problemu. Zapraszam więc do Eksperymentalnika...


Eksperymentalnik (Pamiętnik Eksperymentalny)

 czyli lepiej na cudzych niż własnych błędach...

Skąpy 2x traci

Chłodzenie jednak będzie potrzebne

Jak chłodzić

Hałasujące pompy

Hałasujący odpieniacz

Dziurawienie szkła, czyli o powrocie z filtra

Refleksy świetlne

Żwir na dnie

Panel czy sump

Uzupełnianie wyparowanej wody

O bezpieczeństwie elektrycznym

Czy kupić filtr r.o.

Płytka rozdeszczająca

Prawa Murphy'ego

Wyjazdy akwarysty

Cypraea tigris

Nie tylko przyjemności

Filtrowanie przez żwir koralowy, kaskada i ruch powierzchni

O magnezie

Metoda Ballinga, czyli o dozowaniu wapnia

Pampers czy krewetka

O sztormach, chmurach i naturze

O zabezpieczeniu dna, czyli kratka od podżwirówki itp.

O ujarzmianiu bestii - czyli jak "podrasować" odpieniacz Weipro

Co za nisko to nie zdrowo, czyli o HQI słów kilka

Krewetki tańczące


Skąpy dwa razy traci - w przypadku zakładanie akwarium to powiedzenie sprawdza się w 100%. Chcąc zaoszczędzić parę złotych zdecydowałem się na zakup pompy fontannowej w roli pompy głównej panelu filtracyjnego. Niestety po uruchomieniu okazało się, że jest na tyle głośna, że po namyśle dokonałem zamiany pompy na Power Head'a 802. Sytuacja powtórzyła się przy okazji wyboru soli. Tak się złożyło, że w owym czasie była łatwo dostępna niedroga sól znanej przecież firmy Sera. Niestety okazało się, że woda przyrządzona z niej ma zbyt niskie pH i stężenie jonów wapnia. Skończyło się na reklamacji w sklepie i wymianie soli na markową Instant Ocean. Na zakupie ważnych rzeczy takich jak np. pompa główna i sól nie ma co oszczędzać - lepiej zapłacić parę złotych więcej za produkt dobry i znany (dobrze jest zasięgnąć opinii o nim wśród jego użytkowników - np. przeglądając przepastne archiwum grupy dyskusyjnej pl.rec.akwarium).   

do góry


Chłodzenie jednak będzie potrzebne - planując zbiornik założyłem, że o chłodzeniu będę miał jeszcze czas pomyśleć. Przecież do lata było jeszcze parę miesięcy. Zresztą z praktyki słodkowodnej wiedziałem, że temperatura niebezpiecznie rosła jedynie w ciągu naprawdę kilku najgorętszych dni w roku - a przez te dni od biedy jakoś sobie poradzę doraźnymi metodami typu "woreczki z lodem". Błąd. I to podwójny. Po pierwsze akwarium morskie jest bardziej wrażliwe na przegrzanie (przechłodzenie pewnie też) niż tropikalny zbiornik słodkowodny. Po drugie w solniczce zainstalowane jest z reguły więcej mocy elektrycznej (pompy cyrkulacyjne, duża pompa główna, pompa odpieniacza no i silne oświetlenie), co oznacza dużą produkcję ciepła. Szybko okazało się, że przy włączonych wszystkich urządzeniach elektrycznych temperatura w niezbyt ciepły dzień wiosenny osiąga 27°C - czyli za dużo. Trzeba było (jeszcze przed wprowadzeniem pierwszych koralowców) pomyśleć o jakimś chłodzeniu.

do góry


Jak chłodzić? - zakupu profesjonalnej chłodziarki ze względu na cenę nie brałem poważnie pod uwagę. Widziałem w sieci różne interesujące rozwiązania typu ogniwo Peltier'a czy wiercenie dziury w domowej lodówce, do której następnie wprowadza się wężykiem wodę z akwarium (oczywiście nie wylewa się jej do tej lodówki tylko cały czas jest w wężyku :-) ). Niemniej jednak ze względu na możliwą burzliwość reakcji pozostałej części rodziny spowodowaną dziurawieniem sprzętów AGD oraz odległość tychże od zbiornika zdecydowałem się na rozwiązanie znacznie prostsze, tańsze i szeroko praktykowane - czyli podmuchanie na akwarium (ściśle na powierzchnię wody) przy pomocy wiatraczka od komputera. Z tym, że ja nie użyłem wentylatora do chłodzenia procesora ale takiego za 25 zł przeznaczonego do chłodzenia wnętrza całej obudowy komputera a montowanego tak jak karta PCI.

Zdecydowała o tym łatwość montażu do istniejącej belki oświetleniowej. Obawiałem się, że może to być rozwiązanie niewystarczająco skuteczne. Jednak już po pierwszym dniu prób okazało się, że nie nie miałem racji. Bałem się również, że spowoduje to istotnie większe parowanie wody w zbiorniku. Tu również myliłem się - nie zauważyłem aby woda szybciej ubywała.

Ponieważ pokój, w którym stoi akwarium ma duże okna w kierunku zachodnim to w słoneczny dzień popołudniu potrafi tam być naprawdę gorąco. Rodzinie od dawna "chodził po głowie" pomysł zainstalowania rolet w oknach tegoż pokoju więc nieco pomogłem mu się zmaterializować ;-) Na razie wpadające słońce nie jest dużym zmartwieniem ale myślę, że w upalne lato rolety w oknach się przydadzą (o czym zapewne napiszę w Eksperymentalniku).

do góry


Hałasujące pompy - po pierwsze należy starać się wybierać pompy, które "z natury" są ciche. Jeśli pompa hałasuje to można próbować jedynie ograniczyć uciążliwość zjawiska ale wyeliminować całkiem IMHO się nie da. Doświadczyłem tego na własnej skórze kupując pompę fontannową Aqua Szut Struga oraz walcząc z pompą odpieniacza Weipro SA 2011, która była na jego wyposażeniu. Obie wymieniłem na Power Heady 802, które też nie są bezgłośne ale niewątpliwie cichsze od poprzedniczek.

Po drugie pompę można ustawić na kawałku miękkiej pianki (gąbki) tak aby wibracje nie przenosiły się na szklane dno sumpa czy panelu filtracyjnego.

Po trzecie sztywne rurki z tworzywa należy podłączać do pompy za pośrednictwem krótkiego kawałka miękkiego, elastycznego wężyka (idealny byłby np. silikonowy), który ograniczy przenoszenie się drgań pompy za pośrednictwem tychże rurek.

Po czwarte należy starać się unikać takiego prowadzenia wspomnianych rurek biegnących od pompy, aby dotykały bezpośrednio szyb zbiornika. Jeśli nie mamy wyjścia to można ratować się wkładając między szybę a rurkę kawałek gąbki.

 

do góry


Hałasujący odpieniacz - zakupiłem odpieniacz Weipro, który pracuje w oparciu o zwężkę Venturiego. To zacne i nieodzowne w akwarium morskim urządzenie ma pewną wadę - hałasuje. I znów podobnie jak w przypadku dokuczliwych pomp trudno jest ten problem wyeliminować. Można jednak nieco powalczyć. Po dogłębnych analizach popartych skomplikowanymi obliczeniami (żartuję oczywiście ;-) ) doszedłem do wniosku, że są 3 główne źródła niepożądanych dźwięków związane z odpieniaczem.

1. Szum bąbelków powietrza - tu chyba nic nie poradzimy jeśli odpieniacz nie jest umieszczony w sumpie, który znajduje się w zamkniętej szafce. Wtedy można próbować wytłumić całą szafkę.

(9 grudnia 2003) - a jednak można coś poradzić. Przyczyną nadmiernego szumu bąbelków może być ich wielkość. Drobniutkie pęcherzyki robią nieco mniej hałasu. I takie zresztą powinny być aby odpieniacz działał optymalnie (im mniejsza ich średnica tym bardziej rozwinięta powierzchnia kontaktu a zatem większa skuteczność odpieniacza). Czyli jeśli odpieniacz hałasuje to może to znaczyć, że nie działa tak dobrze jak mógłby. W przypadku odpieniaczy działających w oparciu o zwężkę Venturiego przyczyną zbyt duży bąbelków może być za mała pompa - czyli warto przeprowadzić próbę i podłączyć pompę o większej wydajności. Taki zabieg może poprawić sytuację.

2. Pompa odpieniacza - patrz punkt wyżej: Hałasujące pompy

3. Wlot powietrza dla zwężki Venturiego. Przede wszystkim zamieniłem sztywną plastikową rurkę podłączoną do zwężki na miękki wężyk.
Po drugie na końcu tegoż wężyka umieściłem filterek powietrza (taki jak bywa spotykany przy różnych pompach napowietrzających itp.), który dokładnie wypchałem zbitą watą filtracyjną. Oprócz funkcji wyłapywania kurzu z zasysanego powietrza działa on jak tłumik. Warunkiem skutecznego wyciszenia jest jednak dokładne, ciasne upakowanie waty w środku.

(4 kwietnia 2004) - "patent" z tłumikiem gęsto upakowanym watą filtracyjną okazał się jednak przyczyną problemów. Otóż odpieniacz, który działał całkiem dobrze przestał nagle tak robić. To znaczy zmniejszyła się ilość pęcherzyków powietrza w kolumnie. Zacząłem szukać przyczyny. Może pompa się zabrudziła? A może zwężka Venturiego się zapchała (często tak się dzieje - w przewężeniu lubi utknąć np. jakiś listek z glonów sargassowych)? Okazało się, że nic z tych typowych przyczyn. Zacząłem więc szukać dokładniej. Okazało się, że źródłem kłopotu jest właśnie ten tłumik z watą. Otóż w tej ciasno zbitej masie filtracyjnej skrystalizowała się sól. Nie wiem jak to się stało. Być może kiedyś podczas przerwy w pracy odpieniacza cofnęła się jakaś niewielka ilość słonej wody z akwarium i zmoczyła watę. Faktem jest, że sól spowodowała, że wypełnienie zmieniło się w twardą, słabo przepuszczającą powietrze masę, która stawiała na tyle duży opór, że zwężka nie mogła skutecznie zasysać powietrza. I kłopot gotowy.

(9 grudnia 2003) - niezłym "patentem" podpatrzonym u Darka S okazało się też zastosowanie bardzo długiego (nawet kilka metrów), miękkiego wężyka doprowadzającego powietrze do zwężki, który następnie luźno zwijamy. Nie ma potrzeby umieszczania na jego końcu jakichś "tłumików" - sam wężyk działa jak niezły tłumik.

do góry


Wklejanie tła od wewnątrz - Filtracja w moim zbiorniku oparta jest o wklejony panel filtracyjny. Ukrycie tej całej "rafinerii" wymagało przyklejenia tła na szybę oddzielającą główną część zbiornika od tegoż panelu - czyli wewnątrz akwarium. Użyłem do tego niebieskiego tła z folii, które można bez problemu kupić w sklepach zoologicznych, a które mogą być moczone w wodzie morskiej bez szkody dla niej. Jako kleju użyłem silikonu akwarystycznego. Po zalaniu akwarium okazało się, że napór wody docisnął tło do szyby tak, że widoczne stały się wszystkie nierównomierności nałożenia silikonu. Wniosek jest taki, że należy dołożyć wszelkich starań aby równo rozprowadzić silikon na szybie lub... użyć innego, sztywnego tła. Ostatnio spotkałem się z pomysłem aby wykorzystać do tego barwione płyty z tworzywa sztucznego (np. spienionego PVC itp.) - IMHO to może być niezły pomysł.

do góry


Dziurawienie szkła, czyli o powrocie z filtra - wymyśliłem sobie to tak: w szybie oddzielającej panel filtracyjny od głównej części zbiornika wykonam stosowną dziurkę, przez którą przeprowadzę rurkę z przefiltrowaną wodą powracającą z panelu. W ten sposób (ponieważ dziurka miała być tak nisko jak to możliwe) uda mi się ją zamaskować przy pomocy kamieni i wszystko będzie pięknie i elegancko. Nie było. Po pierwsze już podczas próby hydraulicznej w akwarium zalanym jeszcze kranówą okazało się, że przejście nie jest całkowicie szczelne i wlewa się nim woda do komory filtracyjnej tak, że trudno jest w niej utrzymać założony, niski poziom wody (złoże zraszane stałoby się zatopione). Po drugie ze względu na małą szerokość panelu filtracyjnego zmontowana instalacja hydrauliczna wraz z pompą stałaby się po zalaniu zbiornika praktycznie nierozbieralna. A tak być nie może (pompa może się np. zepsuć lub choćby wymagać wyczyszczenia). Po trzecie przy takim rozwiązaniu trudno jest wyeliminować przenoszenie się na szybę drgań pompy za pośrednictwem rurki . Ostatecznie więc dziurkę zakleiłem szklaną płytką (łatka  straszy mnie do tej pory) a powrót z filtra wykonałem z rurek PVC w postaci klasycznej "fajki". No i po co było dziurawić to szkło???

do góry


Refleksy świetlne - jedną z wielu zalet zastosowania żarnika HQI do oświetlenia akwarium są piękne, drgające refleksy świetlne, które niewątpliwie podnoszą estetykę zbiornika. To co napiszę jest może oczywiste: aby pojawiły się powierzchnia wody w akwarium nie może być gładka. Skierowanie wylotu jednej z pomp cyrkulacyjnych lekko skośnie do góry tak, aby strumień wody marszczył powierzchnię, daje znakomite rezultaty.

do góry


Żwir na dnie – na spory dylemat natrafiłem rozważając sposób przykrycia dna akwarium. Otóż często w sieci można spotkać opinie, że w zbiorniku rafowym lepiej jest zostawić gołe, nie przykryte dno. Po pewnym czasie zarasta ono glonami wapiennymi i nie straszy już szklaną sztucznością - za to nie ma problemów z gromadzącym się detrytusem w warstwie podłoża. Z drugiej jednak strony można znaleźć sporo przykładów bardzo udanych zbiorników z warstwą żwiru koralowego na dnie, które IMHO ładniej się prezentują. Konsultacje internetowe z bardziej doświadczonymi akwarystami spowodowały, że stałem się jeszcze bardziej skołowany. Jedni radzili: nie przykrywaj pod żadnym pozorem, inni: przykrywaj koniecznie. Ło Jezu.... Ale mętlik...

Ponieważ na dnie trzeba i tak rozłożyć kratkę od podżwirówki aby zabezpieczyć je przed pęknięciem, wpadłem na pomysł aby rozłożyć ją na całej powierzchni dna i wprowadzić pod nią strumień przefiltrowanej wody. Pomysł jednak po głębszej analizie odrzuciłem. Po pierwsze wydajność pompy byłaby prawdopodobnie zbyt niska, aby przepływ wody powodował wymywanie zanieczyszczeń (żwir praktycznie musiałby się „gotować”). Po drugie spowodowałoby to obniżenie wydajności pompy głównej filtra z powodu dodatkowego oporu hydraulicznego warstwy podłoża oraz kilku dodatkowych kolanek, które trzeba by dołożyć. Po trzecie w panelu filtracyjnym nie mam typowej części do mechanicznego cedzenia zanieczyszczeń a więc gromadziłyby się one od spodu pod kratką powodując kłopoty z jakością wody. Ostatecznie poszedłem na kompromis. Ułożyłem cienką (około 1cm) warstwę żwiru koralowego jedynie tam gdzie byłoby widać „gołe” dno. W ten sposób ilość podłoża jest niewielka i łatwa do odmulenia. I wilk syty i owca cała (taką mam przynajmniej nadzieję).

do góry


Panel czy sump?- Moje akwarium stoi na szafce, która w praktyce uniemożliwia zamaskowanie tzw. sumpa wraz z rurkami, kabelkami itp. Jeśli jednak nie istnieją tego typu przeszkody to gorąco zachęcam do budowy typowego sumpa, czyli filtracji zlokalizowanej w dodatkowym zbiorniku. Jest to rozwiązanie znacznie bardziej ergonomiczne (dłubanie w komorze o szerokości 10 cm i głębokości 45 cm wcale nie jest proste) a dodatkowo powoduje zwiększenie ilości wody w obiegu (panel niestety daje dokładnie odwrotny efekt).

do góry


Uzupełnianie wyparowanej wody z początku zakładałem, że wyparowaną wodę będę uzupełniał ręcznie. Szybko okazało się, że nie jest to najlepszy pomysł. Oczywiście można i tak ale takie rozwiązanie ma kilka wad.
Po pierwsze woda w typowym akwarium morskim paruje dosyć szybko – jest to przeważnie zbiornik otwarty z grzejącą lampą HQI, silnym ruchem wody oraz ruchem powietrza nad nim (chłodzenie wiatraczkiem).
Po drugie woda paruje z całej powierzchni zbiornika ale poziom obniża się jedynie w panelu filtracyjnym (czy sumpie). Ponieważ powierzchnia zwierciadła wody w panelu jest niewielka w porównaniu z całym akwarium następuje tam szybkie obniżanie poziomu. W moim wypadku w panelu umieszczone jest złoże zraszane a to oznacza, że poziom wody jest dosyć niski - tak aby możliwie dużo złoża było odsłonięte ale pompy mogły bezpiecznie pracować. Zatem niedopilnowanie dolewki w odpowiednim momencie grozi odsłonięciem pompy głównej i w efekcie jej spaleniem.
Po trzecie stałe uzupełnianie odparowanej wody w akwarium morskim jest dużo ważniejsze niż w przypadku zbiornika słodkiego, gdyż powoduje ono zmianę zasolenia (sól nie paruje wraz z wodą).
Po czwarte ciągłe dolewanie wody można wykorzystać do powolnego dozowania różnych preparatów (np. związki wapnia). IMHO jest to znacznie lepsze rozwiązanie niż okresowe dolewanie skoncentrowanych substancji.

Reasumując okazało się, że wodę trzeba uzupełniać dwa razy dziennie w sumie wlewając około 1 litr. A to już stało się uciążliwe. „Co by tu zrobić, żeby nic nie robić?” (to jedno z ulubionych powiedzeń mojego pracodawcy :-) ) Oczywiście zmajstrować system stałego uzupełniania.

do góry


O bezpieczeństwie elektrycznym - Prąd i woda to jak wiadomo nie najbezpieczniejsze połączenie. A już słona woda, która bardzo dobrze przewodzi prąd... Oczywiście wszystkie urządzenia stosowane w akwarium powinny być wykonane w odpowiednim standardzie IP. Niemniej jednak nie trudno sobie wyobrazić taką sytuację jak np. stłuczenie szklanej grzałki pod napięciem podczas manewrów w sumpie czy panelu.
Z tego względu jeśli już muszę wkładać ręce do wody to wyłączam z zasilania wszystkie urządzenia elektryczne, które się w niej znajdują. Aby ułatwić sobie życie (znów: "Co by tu robić, żeby nic nie robić?") do zasilania tych urządzeń wykorzystuję takie "komputerowe" przedłużacze-rozdzielacze z wbudowanym włącznikiem. W ten sposób jeśli planuję jakąś pracę wewnątrz akwarium jednym pstryknięciem wyłączam grzałkę i wszystkie pompy znajdujące się w akwarium ale nie wyłączam np. oświetlenia, które podłączone jest do innego przedłużacza. Myślę, że to się również przyda podczas karmienia koralowców, kiedy pompy powinny być wyłączane.

do góry


Czy kupić filtr r.o.? - Obecnie uważa się, że do preparowania sztucznej wody morskiej należy bezwzględnie używać wody o bardzo wysokiej jakości. Najbardziej sensownym sposobem pozyskiwania takiej wydaje się zastosowanie technologii odwróconej osmozy. Są oczywiście i inne metody (np. destylacja czy demineralizacja na układzie żywic jonowymiennych) ale są one zbyt drogie w eksploatacji, zbyt skomplikowane lub nie zapewniają dostacznej jakości wody. Pozostaje zatem pytanie: kupić własny filtr r.o. czy zaopatrywać się w wodę z takiego filtra od kogoś, kto go posiada. Chcąc ograniczyć koszty inwestycyjne w pierwszej chwili zdecydowałem się na wariant drugi, czyli kupowanie wody w pewnym sklepie zoologicznym, który posiada duży filtr na własne potrzeby. Szybko doszedłem do wniosku, że jednak w dłuższym okresie to się zwyczajnie nie opłaci (50 gr./l). Zatem postanowiłem kupić własny filtr - ale nie od razu. Chciałem odczekać ze 2 miesiące od założenia zbiornika, żeby nieco ochłonąć finansowo.
I tak biegałem z 20 l baniakami do sklepu. Aż pewnego razu dowiedziałem się, że z pewnych powodów wstrzymują sprzedaż wody. No i zostałem "na lodzie". Bo niestety zwierzaki w akwarium nie bardzo rozumieją, że "w tym tygodniu nie dolewamy wody" albo "dziś dolejemy kranówy".
W te pędy złożyłem zamówienie na filtr r.o. w pewnym zoologicznym sklepie internetowym. Co się odwlecze to nie uciecze...

do góry


Płytka rozdeszczająca - takową, służącą do rozprowadzania wody nad złożem zraszanym, wykonałem sam. Bierzemy płytkę z tworzywa sztucznego i wiercimy dziurki. Niby proste ale i tu udało mi się popełnić błąd. Otóż użyłem wiertła 5 mm. Szybko okazało się, że jest to zbyt duża średnica. Otworki miały za dużą przepustowość i cała woda trafiająca na płytkę przepływała przez kilka pierwszych rzędów otworów tak, że dalsze były już zupełnie suche. Złoże nie było równomiernie zraszane. Pierwsza płytka powędrowała więc do kosza. Do zrobienia drugiej użyłem już wiertła 2 mm. Ta sprawdza się już lepiej ale po pewnym czasie otworki zarastają glonami i innym paskudztwem co wymaga regularnego czyszczenia lub ... zastosowania większych otworków (3 mm ? ) ;-) .

24 września 2003 - uzupełnienie. Opisane wyżej rozwiązanie płytki oczywiście działało. Nie pozbawione jednak było błędów. Jak napisałem: zbyt duże otwory to nierówna praca całej powierzchni. Mniejsze oznaczały natomiast częste problemy z ich zarastaniem. Zdecydowałem się więc na zastosowanie płytki takiej, jak widoczna na zdjęciu obok. Wykonał ja dla mnie Darek S (zdolny jest - nie ma co ;-) ). Jest ona pozbawiona wad poprzedniej wersji. Nie bez znaczenia jest również fakt, że taka konstrukcja zapewnia swobodny dostęp powietrza pod płytkę - a więc do złoża zraszanego. Płytka została wykonana z PVC.

do góry


Prawa Murphy'ego.  Jak ma pęknąć to pęknie. No i pękło. W nocy. Z głośnym hukiem i chlupotem. Na dodatek wtedy, kiedy mój pracodawca wysłał mnie na 3 tygodnie 1300 km od domu. Zostały w nim jedynie białogłowy, które o akwarium wiedzą tyle, że jest mokre (od środka oczywiście). O 3 nad ranem w hotelu zbudził mnie telefon a w słuchawce usłyszałem przestraszony głos: "Łukasz, woda się leje z takiej rury... no wiesz - tej takiej z tyłu akwarium. Co robić???". Rur to ja mam tam całkiem sporo. Rozpędzenie do poziomu użyteczności mojej zaspanej mózgownicy zajęło mi parę chwil. Niemniej jednak chyba nie było wystarczające ponieważ byłem przekonany, że pękł śrubunek na rurce doprowadzającej wodę do odpieniacza. A tymczasem pękło zupełnie co innego: też pierścień i też szary ale zupełnie gdzie indziej. Odpieniacz Weipro SA 2011 ma na korpusie, poniżej kubeczka zbierającego "śmietankę" taki szary pierścień, który jak się okazało spaja urządzenie. Jego pęknięcie spowodowało rozszczelnienie. Całe szczęście, że odpieniacz powiesiłem we wnętrzu panelu filtracyjnego a nie na zewnętrznej ściance akwarium. Dzięki temu wylewająca się woda  nie wydostawała się poza akwarium. Po południu przybył na pomoc wezwany telefonicznie Darek S, który dokonał prowizorycznego uratowania sytuacji przy pomocy różnych dziwnych rzeczy, które miał akurat pod ręką (taśma klejąca, gumki, żyłka do rakiety tenisowej, patyczek itp.). Po powrocie ze służbowych wojaży uznałem, że jestem w stanie usterkę usunąć samodzielnie, tzn. skleić dwie części korpusu przy pomocy niezastąpionego silikonu (kurcze, jak ludzie kiedyś sobie dawali bez niego radę???) i w ten sposób wyeliminować konieczność stosowania pierścienia spajającego, który właśnie pękł. Oczywiście odpieniacz ewidentnie kwalifikował się do reklamacji (wszak pęknięcie nastąpiło samoczynnie w środku nocy - nikt w tym nie pomagał bo wszyscy spali). Niemniej jednak procedura pewnie trochę by trwała a odpieniacz jest bardzo potrzebnym elementem setup'u.
Prawa Murphy'ego jak widać sprawdzają się również w akwarystyce. No bo taka usterka chyba nie zdarza się zbyt często (przynajmniej w sklepie, w którym kupiłem odpieniacz twierdzono, że to pierwszy taki przypadek) a musiała się przydarzyć właśnie mnie i to właśnie wtedy, kiedy mnie nie było w domu. W każdym razie jeśli wyjeżdżacie to zostawiajcie w pobliżu akwarium kartkę z napisanym dużymi cyframi numerem telefonu do zaprzyjaźnionego akwarysty, który wie jak przy pomocy żyłki tenisowej naprawić odpieniacz (taki akwarystyczny McGaywer).

do góry


Wyjazdy akwarysty - Niestety. Praca moja związana jest z dużą ilością wyjazdów. Nie ma problemu jeśli są to wyjazdy kilkudniowe. Trafiają się również dłuższe. Właśnie wróciłem z ponad miesięcznej delegacji. Tym razem nic nie pękło, nie urwało się ani nikogo nie zalało. Jednym słowem nie zdarzyła się żadna awaria jak to było poprzednio (patrz punkt wyżej), ale ... Akwarium podczas mojej nieobecności opiekowała się tzw. reszta rodziny, która mimo szczerych chęci, zaangażowania i wielkiego przejęcia swoją rolą oraz szkolenia akwarystycznego przed wyjazdem nadal pozostaje niestety tylko "cywilną" częścią rodziny, czyli mówiąc oględnie nie ma zielonego pojęcia  o akwarystyce (no, może trochę przesadziłem - coś tam już wiedzą). Czyli można wytłumaczyć, że np. ten preparat w żółtej buteleczce należy wlewać w każdy piątek w ilości 5 ml a ten drugi... itd. To jest jednak czysto mechaniczne odtwarzanie pewnego schematu postępowania, które praktycznie nie zawiera w sobie żadnej elastyczności i nie daje szansy reagowania na ciągłe zmiany sytuacji, które niewątpliwie mają miejsce w ciągle jeszcze przecież dojrzewającym zbiorniku. Tymczasowi opiekunowie mojego zbiornika postępowali więc zgodnie z moimi zaleceniami, sumiennie, regularnie i w najlepszych zamiarach.
Efekt: po miesiącu drastycznie niski poziom wapnia, zbyt niska twardość węglanowa i obniżenie zasolenia wody. Glony szaleją - i to niestety nie  te, które chciałbym, bo te akurat są w wyraźnym odwrocie.
Zgodnie z zasłyszanym gdzieś (czy może raczej przeczytanym) zdaniem, że "tylko złe rzeczy dzieją się w akwarium szybko" czeka mnie teraz mnóstwo pracy i próba cierpliwości zanim zbiornik wróci do stanu sprzed wyjazdu. Już samo wyrównanie wskaźników wody do zalecanych wartości zajmie mi sporo czasu. Nie można tego zrobić gwałtownie. Małymi kroczkami, wolno we właściwym kierunku. Nic to. Zawziąłem się strasznie i nie mam zamiaru poddawać się. Przed wyjazdem miałem już zamiar zacząć kupować pierwsze bezkręgowce a tymczasem wszystko będzie musiało jeszcze poczekać. Życzcie mi cierpliwości. Ja z kolei życzę Wam, czyli praktykującym akwarystom, aby jak najrzadziej musieli wyjeżdżać na dłużej niż tydzień (kurcze, a co z urlopami??? )

do góry


Cypraea tigris - porcelanka tygrysia. Ślimak przepiękny. Niestety minirafa jest dla niego za mała :-(

do góry


Nie tylko przyjemności - "żelazny zestaw": ukwiał + błazenek. Wielu początkujących zakłada akwarium morskie z myślą, że będzie oglądać u siebie ten przepiękny związek zwierzaków. Ja również. Ukwiał to niestety dosyć wrażliwe zwierzę. Mimo wszystko zdecydowałem się zaryzykować i kupiłem. Czekałem przez 5 miesięcy aż akwarium dojrzeje. Parametry wody podręcznikowe. Oświetlenie silne. Aklimatyzacja długa. Powinno być ok. Nie było. Ukwiał przeżył u mnie kilka dni. Mimo licznych konsultacji z "autorytetami" nie udało się ustalić przyczyny śmierci zwierza. Wnioski dla mnie są dwa:
1. doświadczenie to jednak rzecz nie do zastąpienia - ani oczytanie, ani zaangażowanie, ani dobre chęci ... - w każdym razie póki co ograniczę się do mniej wymagających lokatorów akwarium. Marzenie o ukwiale z błazenkami odłożę na później
2. trzeba mieć świadomość, że przykre momenty też będą - trzeba przeanalizować błędy i próbować dalej

do góry


Filtrowanie przez żwir koralowy, kaskada i ruch powierzchni - Powierzchnia wody w akwarium powinna się poruszać. Z przynajmniej trzech powodów:

1. ułatwia to wymianę gazową w zbiorniku a zatem przyczynia się do odpowiedniego natlenienia wody - to bardzo ważne
2. w początkowym okresie istnienia zbiornika miałem problem z tworzącym się na powierzchni "kożuszkiem" z kurzu, bakterii i choroba wie czego jeszcze - ruch powierzchni wody okazał się skutecznym panaceum
3. falująca powierzchnia wody = refleksy od oświetlenia HQI

Z czasów słodkowodnych miałem sprawny filtr kaskadowy AquaClear. Postanowiłem użyć go. Skoro już filtr miał pracować to szkoda było nie wykorzystać jego objętości. Pozostała kwestia czym wypełnić pustą komorę filtrującą. No i tu wpadłem na jak się później okazało niezbyt szczęśliwy pomysł: żwirem koralowym. Materiał taki to przecież tak pożądany w akwarium morskim węglan wapnia. Po jakichś 3 miesiącach eksploatacji filtra pojawiły się problemy z glonami. Szukając przyczyn dowiedziałem się, że jedną z nich może być właśnie zastosowanie żwiru koralowego do filtracji. Chodzi o to, że materiał taki nie jest wyłącznie filtrem biologicznym ale również mechanicznym. Po pewnym czasie (najczęściej kilka miesięcy) złoże filtracyjne jest już mocno zanieczyszczone a rozkładająca się w nim materia organiczna zaczyna stanowić obciążenie dla zbiornika. Filtr zamiast oczyszczać wodę wzbogaca ją w niekochane przez akwarystów substancje typu azotany. Akwarium musi poradzić sobie z tym problemem. Jest to więc zbędne obciążenie dla żywej skały i naturalnych mechanizmów oczyszczania . Efektem często jest pojawienie się problemów z derbezją czy innymi glonami.
Zdecydowałem się więc na usunięcie żwiru koralowego. Najlepiej taką operację przeprowadzać stopniowo - w 3-4 etapach. Pusta kaskada również spełnia rolę poruszając powierzchnię wody. Można ją wykorzystać np. do okresowego umieszczania węgla aktywnego itp. Moim zdaniem jednak taki wiszący na ścianie akwarium filtr nie jest specjalną ozdobą zbiornika. Po namyśle usunąłem go całkiem zaś ruch powierzchni wywołuję teraz dodatkową, małą pompką cyrkulacyjną umieszczoną tuż pod powierzchnią wody. 

do góry


Magnez - jest bardzo ważnym składnikiem wody morskiej. Dlaczego? Dlatego, że ma istotny wpływ na ilość wapnia, którą można rozpuścić w wodzie. Pierwiastek ten (wapń) łatwo tworzy w wodzie z węglanami i wodorowęglanami słabo rozpuszczalny związek: węglan wapnia (CaCO3). Uważa się, że w akwarium morskim (zwłaszcza rafowym) ilość wapnia powinna wynosić około 400 ppm zaś twardość węglanowa min 7-8 stopni niemieckich. Ilość taka przekracza około trzykrotnie ich naturalną rozpuszczalność. Utrzymanie tak dużego nasycenia wody wapniem możliwe jest właśnie między innymi dzięki odpowiednio dużej ilości magnezu rozpuszczonego w wodzie (istotne są także śladowe ilości fosforanów i inne czynniki).
Zgodnie z tym, co wyczytałem w różnych artykułach, magnez jest pierwiastkiem niezbyt intensywnie zużywanym. Do uzupełnienia jego poziomu powinny wystarczyć jedynie  podmiany wody. W moim przypadku nie wystarczyły. Po kilku miesiącach eksploatacji zbiornika pojawiły się problemy z utrzymaniem odpowiedniego stężenia wapnia. Okazało się, że przyczyną był właśnie niedobór magnezu.
Na półeczkę z testami trafiło nowe pudełko. Pojawił się też preparat magnezowy. Regularnie mierzę teraz stężenie Mg i w razie potrzeby uzupełniam mimo podmian wody.

do góry


Metoda Ballinga, czyli o dozowaniu wapnia - w akwarium rafowym oczywiście niezbędna jest suplementacja wapnia. Jednym z wyborów, którego należy dokonać planując budowę solniczki jest jej sposób. Najwygodniejszym rozwiązaniem wydaje się zastosowanie urządzeń takich jak kalkmikser i kalkreaktor. Niestety sporo kosztują a samodzielne ich zrobienie wymaga już ponad przeciętnych umiejętności i wiedzy. Założyłem więc, że będę stosował gotowe preparaty wapniowe, które są dostępne bez problemów w sklepach. Nie są one tanie. Zbiornik jednak też nie jest duży i nie przewiduję w najbliższym czasie, aby pojawiły się w nim np. koralowce twarde, które zużywają duże ilości tego pierwiastka. Szybko okazało się, że jednak same glony wapienne i zwierzaki, które mam w akwarium też wsuwają wapń aż im się "czułki trzęsą" (czy co tam mają innego do trzęsienia). Aby utrzymać zalecane stężenie tego pierwiastka muszę aplikować codziennie porcję preparatów znacznie większe od zalecanych na opakowaniu przez producenta. Zużycie wapnia wiąże się również z obniżeniem tzw. kH wody i równolegle trzeba stale podawać bufor pH.
Podjąłem więc decyzję o przejściu na tzw. metodę Ballinga. O tym, na czym ona polega można przeczytać np. na stronach:
Maćka Wiśniewskiego lub Leszka Bolesławskiego.
Oczywiście wiąże się to z jednorazowym wydatkiem większym niż zakup gotowych preparatów, ale jednocześnie bez porównania niższym niż przy zakupie kalkmiksera i kalkreaktora. Kupujemy składniki, które powinny nam wystarczyć na długo.

do góry


Pampers czy krewetka? - Urodziła mi się córka. Jestem kompletnie szurnięty na punkcie akwarystyki. Na punkcie córki znacznie bardziej. Jakie są pierwsze wrażenia taty-akwarysty? Po pierwsze z ledwością starcza mi czasu na zrobienie testów, nakarmienie zwierzaków i dodanie preparatów. Po drugie pojawienie się dziecka to jednak niezły drenaż kieszeni. Jak na razie wszelkie inwestycje akwarystyczne zostały wstrzymane. Krewetki więc na razie nie będzie. To oczywiście może różnie wyglądać w zależności od możliwości finansowych rodziców. Ciekawe jaki będzie długoterminowy wpływ zdarzenia na kondycję akwarium.
P.S. Pomysł na napisanie tego punktu przyszedł mi do głowy o 3 rano przy zmienianiu pieluchy. Teraz dopiero cieszę się, że zmajstrowałem sobie oświetlenie nocne ;-)

do góry


O sztormach, chmurach i naturze - Nawet w tropikach zdarzają się dni pochmurne. Dlaczego w akwarium wszystkie dni świetlne mają być takie same? Raz w tygodniu robię więc mojej rafce niepogodę - czyli nie włączam głównego oświetlenia a jedynie światło aktyniczne. Zwierzaki wydają się zadowolone. Koralowce na drugi dzień są przepięknie rozwinięte.
Podczas sztormu nie tylko chmur jest więcej. Większe jest również falowanie wody. Jest to bardzo ważne ponieważ pozwala oczyścić się rafie. Wymywane są osady gromadzące się w zakamarkach, usuwane np. obumarłe fragmenty roślin itd. Podczas każdej podmiany wody robię więc w akwarium sztorm. Biorę do ręki pompę cyrkulacyjną i dokładnie omywam silnym strumieniem żywą skałę oraz szparki i zakamarki akwarium. Po takim zabiegu woda oczywiście robi się mętna. Zwierzęta jednak nic sobie z tego nie robią. Część wymytych zanieczyszczeń jest natychmiast usuwana wraz z wodą przy podmianie a reszta bardzo szybko zostaje wychwycona przez system filtracji. Po około niedługim czasie wszystko wygląda jak przed "sztormem". Przy okazji takiego zabiegu zostaje chwilowo zwiększona ilość planktonu co oznacza ucztę dla wszystkich filtratorów. Żywa skała wygląda "zdrowiej".
Ruch wody jest w ogóle niezmiernie ważny w akwarium morskim. Bez niego właściwie nie ma życia na rafie. Dlatego trzeba stosować pompy cyrkulacyjne. Znacznie lepiej jednak jeśli ruch wody będzie nieregularny, w pewnym sensie przypadkowy - naśladujący falowanie oceanu. Dlatego stosuje się tzw. falowniki, które włączają i wyłączają po
szczególne pompki. Zwierzęta to lubią i lepiej rosną. Dlaczego? Ponieważ tak jest w naturze i są do tego przystosowane.

W ogóle w przyrodzie bardzo mało  jest (jeśli w ogóle są) rzeczy "bez sensu". Myślę, że świadomość tego jest bardzo ważna dla każdego akwarysty. A już szczególnie w przypadku akwarystyki rafowej. Staramy się hodować zwierzęta i rośliny, które najczęściej pochodzą w rzeczywistego morza/oceanu. Będą czuły się tym lepiej im bardziej warunki jakie im stworzymy będą zbliżone do naturalnych. Takie "naturalistyczne" spojrzenie jest moim zdaniem bardzo dobrym filtrem pozwalającym ocenić celowość naszych posunięć i rozwiązań jakie chcemy zastosować w akwarium. Wystarczy się zastanowić: czy to jest naturalne? Taka filozofia wymaga jednak wiedzy o przyrodzie. Między innymi dlatego domowe "rafotwórstwo" nie jest proste.

W internetowym magazynie "Advanced Aquarist" przeczytałem ostatnio taki artykuł: http://www.advancedaquarist.com. Autor tego tekstu propaguje stosowanie tzw. MLS (Moving Light System) czyli Ruchomych Systemów Oświetleniowych. Chodzi o to, aby oświetlenie nie wisiało statycznie w jednym punkcie ale przesuwało się w ciągu dnia nad akwarium. Po co? Aby kąt padania światła był zmienny. Spotkałem się zaraz z głosami, że to przesada i po co kombinować skoro dobrze jest z nieruchomo wiszącą lampą? Bo tak jest w naturze. Słonce przecież nie wisi nieruchomo nad horyzontem. I to jest dla mnie argument wystarczający i bardzo ważny. Zastanowię się nad takim rozwiązaniem w moim przyszłym akwarium (o którym już zresztą powoli myślę). Jeśli MLS nie okaże się zbyt skomplikowany technicznie jak na moje możliwości to kto wie...
 

do góry


O zabezpieczeniu dna, czyli kratki od podżwirówki itp. - W akwarium rafowym powinny znaleźć się skały. Najlepiej dużo. Kamienie oczywiście lekkie nie są. A szkło jest kruche. Czyli bezpośrednie ich ułożenie na dnie akwarium jest nieco ryzykowne. Zdecydowanie bezpieczniej jest ułożyć na dnie jakąś warstwę pośrednią (choć spotkałem się i z takimi opiniami, że to zbytek ostrożności).
Prostym i tanim rozwiązaniem jest rozłożenie na dnie kratek od filtra podżwirowego. W jednej z książek po polsku na temat akwarystyki morskiej  można nawet zobaczyć zdjęcia przedstawiające taką konstrukcję zabezpieczającą. Tak i ja zrobiłem. Kratka, na niej rozwinąłem siateczkę z tworzywa sztucznego aby dodatkowo zabezpieczyć przed przesypywaniem się drobnego żwiru koralowego, na to skała i odrobina żwiru. Wszystko pięknie, ale...
Po kilku miesiącach eksploatacji zbiornika uważam, że to był słaby pomysł. Mimo siatki zabezpieczającej spora część żwirku leży teraz pod kratką. Pewnie spora w tym zasługa różnego robactwa, które z upodobaniem ryje w podłożu i gnieździ się masowo pod tą kratką właśnie. To jednak jeszcze nie jest poważny problem. Znacznie gorszy jest fakt, że nie tylko żwirek się dostaje pod nią ale również spora ilość detrytusu. I nie bardzo można go stamtąd usunąć :-( A ten rozkłada się tam i "sieje" po akwarium związkami organicznymi, azotanami itp. Derbezja już się cieszy ;-)
Gdybym teraz zakładał zbiornik od nowa to użyłbym litej płyty z tworzywa sztucznego. Z tym, że przykleił bym ją do dna silikonem (warstwa kleju po obwodzie płyty) tak, aby uniemożliwić dostanie się tam ziarenek żwiru, odłamków skał czy resztek organicznych. Jeśli kratka to tylko z tłoczeniem pod nią wody choć myślę, że to i tak do końca nie rozwiązałoby problemu.
 

do góry


O ujarzmianiu bestii - czyli jak "podrasować" odpieniacz Weipro - punkt ten piszę mając już 8 miesięczne doświadczenie z odpieniaczem Weipro SA-2011. Mercedes to niewątpliwie nie jest. Niewątpliwie ma swoje wady i w kolejnym zbiorniku pokuszę się o porządniejsze urządzenie. Ma też jedną bardzo istotną zaletę - cenę.
Moim zdaniem zdecydowanie najsłabszym elementem odpieniacza jest pompa Weipro 2000, która znajduje się w zestawie. I to wcale nie tylko ze względu na głośną pracę. Otóż jest ona za mała do swojej roli. Zbyt mała pompa w odpieniaczu opartym na zwężce Venturiego powoduje, że wytwarzane bąbelki są duże i jest ich mało (jeśli w ogóle są). A to oznacza, że mniejsza jest powierzchnia kontaktu powietrza z oczyszczaną wodą i sprawność urządzenia spada. Oryginalną pompę należy od razu wymienić na taką, która ma wydajność min. 2000 l/h i możliwie największą  wysokoś
ć podnoszenia. Warto też zadbać o to aby pompa miała jak najmniejsze opory. Czyli np. zamiast sztywnej rury PVC, którą pompa tłoczy wodę do odpieniacza można wykorzystać miękki wąż i ułożyć go łagodnymi łukami. Jeśli pompa pracuje w panelu lub sumpie (nie ma niebezpieczeństwa wciągnięcia zwierząt) to można jej zdjąć kratkę osłonową (jeśli taką posiada). Wszystko to poprawia efekt spieniania.

(31 stycznia 2004) Sytuacja się zmieniła i muszę tu uzupełnić powyższy fragment.
Skubaniec na tej większej pompie pochodził ładnie przez parę tygodni poczym sytuacja wróciła do stanu poprzedniego. A może było jeszcze gorzej. Czyli pęcherzyki duże i w małej ilości. Rezygnacja totalna. Już zastanawiałem się skąd wytrzasnąć pieniądze na jakiegoś Delteca czy inny tzw. markowy odpieniacz (no i wymyśliłem, ale to inna historia ;-) ).
Tak się złożyło, że jedno ze zdjęć znajdujących się w Galerii II (niebieska rozgwiazda) wygrało konkurs fotograficzny Akwafoto w kategorii morszczyzny. Nagrodą był ... odpieniacz Weipro ! :-))))) Radość nieopisana zagościła w mym akwarystycznym sercu ;-) Znowu Weipro! Hura, hura, hura !!! Niech żyje Chińska Republika Ludowa - producent sprzętu akwarystycznego spod znaku Weipro!
Otwierałem paczkę zawierającą tym razem największy z odpieniaczy Weipro SA-2014 z mieszanymi uczuciami: "zakładać to cholerstwo w ogóle czy od razu wywalić na śmietnik?". Postanowiłem jednak założyć. Właściwie jedyna różnica w stosunku do posiadanego modelu SA-2011 polega na wysokości kolumny odpieniacza. Pozostałe gabaryty, przekroje rurek a nawet zwężka Venturiego są identyczne. Jedynie w instrukcji znajduje się zalecenie aby zastosować większą pompę (nie pamiętam dokładnie a nie chce mi się szukać w stercie papierów różnych zamieszkujących szufladę pod telewizorem, ale chyba powinna być to pompa 4000 l/h). Zalecenie ciekawe zważywszy, że średnica rurek i zwężka są identyczne ale co tam... Podłączyłem tą samą pompę, która pracowała z poprzednim odpieniaczem. I odpaliłem maszynerię... Kurcze... Czary jakieś... Działa całkiem przyzwoicie... Jakbym uruchomił urządzenie o zupełnie innej konstrukcji. Pęcherzyków znacznie więcej, są drobniejsze, w kolumnie się kotłuje a piana aż kipi... A sprzęt z zewnątrz przynajmniej wygląda identycznie... Nie jest to może nadal odpieniacz klasy tych z wirnikami igiełkowymi ale w porównaniu z poprzednikiem działa całkiem dobrze. I jak na razie (pracuje około miesiąca) stan rzeczy się utrzymuje. Wniosek z tego jest taki, że trafiają się różnej jakości egzemplarze. Pewnie sporo zależy od dokładności wykonania zwężki Venturiego. Czyli życzę szczęścia przy zakupie Weipro ;-)

(24 kwietnia 2004) Kombinowałem jednak dalej. Bo przecież zawsze może być lepiej. No i postanowiłem stworzyć pierwszy na świecie odpieniacz kostkowo-zwężkowy (no dobrze - pewnie już to ktoś przede mną zrobił ;-) ). Przez otwór wykonany w pokrywie kubeczka wprowadziłem do odpieniacza wężyk, którym zasiliłem w powietrze drewnianą kostkę napowietrzającą. Kostkę umieściłem najgłębiej jak się dało. Użyłem brzęczyka Skalar, który jest dość wydajny a przy tym tani i nie hałasuje nadmiernie. Muszę powiedzieć, że efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Teraz cała kolumna jest na prawdę ładnie spieniona i biała jak mleko.  Jestem naprawdę zadowolony. Ciekawe tylko kiedy mi się znudzi wymienianie kostek ;-)

do góry


Co za nisko to nie zdrowo, czyli o HQI słów kilka. Lampa wisiała u mnie pierwotnie na wysokości około 20 cm nad wodą. Wydaje mi się, że to jednak było za nisko. Skała w miejscach ocienionych wyglądała ładnie i zdrowo. Tak jak powinna wyglądać żywa skała. Natomiast w miejscach bezpośrednio wystawionych na światło HQI była generalnie prawie martwa. Zero glonów wapiennych - panoszy się natomiast derbezja. Postanowiłem podnieść lampę na 30 cm. Pewnie trzeba było dawno tak zrobić. Zobaczymy za jakiś czas jaki będzie efekt... 

do góry


Krewetki tańczące - lubią tańczyć. Niestety tańce z upodobaniem uskuteczniają również na koralowcach. Te oczywiście nie są z tego specjalnie zadowolone (ja też nie lubię jak się po mnie skacze) i reagują zwinięciem się. Jeśli dodać do tego fakt, że po tańcach lubią sobie podjeść (ja też) to sprawa zaczyna się robić kłopotliwa. Bo niestety okazuje się, że dotychczasowa sala taneczna jest również niezłą stołówką. Innymi słowy skubane lubią skubnąć koralowca. Podejrzewam, że to one są przyczyną stopniowego zniknięcia całej kolonii Parazoanthus gracilis oraz innych polipów... I to chyba one poraniły Xenię. Nauczony doświadczeniem zacząłem je lepiej dokarmiać. Wydaje mi się, że sytuacja uległa poprawie. Mam nadzieję. Bo jeśli nie to złapanie ich bez rozebrania połowy zbiornika wydaje się niemożliwe...

do góry


ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi...